zapiewajmy

wieczornica21

         Podczas każdej Eucharystii słyszymy słowa Chrystusa wypowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy: „to czyńcie na moją pamiątkę”. Słowo Boże, które słyszymy w Wielki Czwartek podczas liturgii Wieczerzy Pańskiej, pomaga nam lepiej zrozumieć, do jakiego czynu jesteśmy wszyscy wezwani poprzez te słowa, bo z pewnością nie odnoszą się one tylko do tego, co czynią kapłani, sprawując Sakrament Eucharystii. Zanim Jezus Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament, „wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca” (J 13,1b), wstał od wieczerzy, złożył swe szaty, przepasał się prześcieradłem, nalał wody do misy i umył uczniom nogi. Kiedy to uczynił, zajął znów swoje miejsce przy stole i powiedział: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). W tych słowach Chrystusa otrzymaliśmy dokładną wskazówkę, mówiącą co mamy czynić na Jego pamiątkę. Przede wszystkim mamy służyć Bożej sprawie tak, jak czynił to Chrystus. Czasem ta służba może oznaczać dosłownie umycie nóg drugiemu człowiekowi, który jest w takiej potrzebie, ale z pewnością każdego dnia potrzebna jest nasza służba na rzecz wyzwolenia człowieka z niewoli grzechu.

         Umycie nóg Apostołom wyraża symbolicznie nasze obmycie z grzechu, które dokonało się po raz pierwszy w naszym życiu podczas chrztu świętego i ma miejsce za każdym razem, gdy przyjmujemy sakrament pokuty i Eucharystii, jak również wtedy, gdy zwracamy się do Boga z aktem miłości doskonałej, wyrażając w ten sposób żal za popełnione grzechy. Najczęściej zatem stajemy się sługami sprawy Bożego wyzwolenia, gdy w każdej sytuacji życiowej kierujemy się miłością do Boga i bliźnich. Miłość zawsze uszczęśliwia i sprawia, że czynienie dobra staje się potrzebą serca. Miłość jest zawsze gotowa do spełnienia dobrego czynu, czego znakiem jest przepasanie się Jezusa prześcieradłem. Miłość też zawsze kosztuje, tak jak kosztuje dużego wysiłku gest obmycia nóg drugiemu człowiekowi. Miłość jednak nigdy nie ustaje: „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,7). Prawdziwa miłość daje poczucie wolności i radości z tego, co można zrobić dla duchowego dobra drugiego człowieka.

         Liturgią Wielkiego Piątku Kościół wchodzi w celebrację drugiego dnia Triduum Paschalnego. Jakkolwiek jest to dzień, w którym przeżywamy pamiątkę męki i śmierci Chrystusa, to jednak liturgia słowa jest wtedy pełna nadziei i chrześcijańskiej radości. Ta nadzieja przebija najpierw ze słów Izajasza proroka, który w pierwszym zdaniu czwartej pieśni o Słudze Jahwe zapowiedział: „Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo” (Iz 52,13). Po takiej zapowiedzi czytelnik może być przygotowany na miłe i radosne treści, które mogłyby być znakiem wspomnianego powodzenia. Jednak w dalszych wersetach ten sam prorok zapowiada fakty, które mogą wprowadzić w wielkie zdumienie: „Nie miał On wdzięku, ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53,2b-3). Patrząc po ludzku na to, co spotkało Syna Człowieczego, trudno to nazwać powodzeniem, wybiciem się i wywyższeniem. Takie cierpienia i prześladowania, jakie dotknęły Jezusa Chrystusa, można bardziej potraktować jako znak Jego klęski, niż zwycięstwa. A jednak zapowiadane udręki Syna Bożego w ludzkim ciele prowadzą do błogosławionych owoców u tych, którzy uczestniczą w męce Zbawiciela. Zapowiedź tych owoców dostrzegamy już w słowach: „Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi – tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano i pojmą coś niesłychanego” (Iz 52,14-15).

         Zdumienie, które zapowiedział Izajasz, wywołane było nie tylko samym widokiem cierpień i oszpeconej twarzy Jezusa, ale przede wszystkim postawą samego Sługi Jahwe, który – jak dalej czytamy - „obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,4-5). Całym swoim życiem, postawą i głoszoną nauką, Jezus Chrystus wprowadzał nowy porządek rzeczy, którego daleką zapowiedź znajdujemy w Starym Testamencie, gdzie Bóg powiedział: „myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8), zapowiadając niejako nową rzeczywistość, którą św. Paweł nazwał nowym życiem i nowym stworzeniem. W słowach kolędy: „Bóg się rodzi, moc truchleje, ogień krzepnie, blask ciemnieje”, poeta określił te zmiany bardziej szczegółowo, a zarazem bardzo obrazowo. Kiedy Jezus umierał na krzyżu, zaczął wchodzić w życie ten nowy porządek, któremu na imię „zbawienie”. Krzyż, który do tej pory był znakiem hańby, od momentu zbawczej śmierci Chrystusa stał się znakiem zbawienia dla wszystkich ludzi. Cierpienie, męka i fizyczna śmierć, przed którymi człowiek zwyczajnie się broni, dzięki cierpieniu Jezusa nabrały całkiem nowego, pozytywnego znaczenia.

         Wigilia Paschalna stoi w centrum wydarzenia zbawczego, które przeżywamy w ramach Triduum Paschalnego. W liturgii Wielkiej Nocy przeżycie Paschy Pana osiąga swój szczyt. Myśl przewodnia wszystkich czytań, które pojawiają się w liturgii Wigilii Paschalnej, koncentruje się wokół tematu wolności i wyzwolenia. Jezus Chrystus przyszedł na świat, aby zbawić, czyli wyzwolić wszystkich ludzi z niewoli grzechu. Każdy człowiek potrzebuje wyzwolenia, ponieważ wszyscy ludzie przychodzą na świat obciążeni zmazą grzechu pierworodnego. Gdy Bóg stwarzał świat, widział, że wszystko, co wyszło z Jego stwórczej ręki, było bardzo dobre. Powołując do istnienia różne stworzenia błogosławił im. Kiedy na swój obraz i podobieństwo stworzył człowieka, mężczyznę i niewiastę – koronę całego stworzenia, Bóg pobłogosławił im mówiąc: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28). Bóg obdarzył człowieka władzą nad dziełami rąk swoich, wszystko złożył pod jego stopy. Jednym słowem obdarzył go darem wolności i uzdolnił do radosnego pełnienia Jego woli.

         Kiedy dokonał się cud zmartwychwstania, strażnicy grobu Jezusa zadrżeli ze strachu i „stali się jakby umarli” (Mt 28,4). Ich zachowanie jest bardzo wymowne i symboliczne zarazem. Grzech łączy się zawsze z niewolą, a tam, gdzie jest niewola, tam jest również strach i niepewność jutra. Strażnicy grobu są w rzeczywistości strażnikami niewoli, dlatego jeżeli chcą uczestniczyć w radości, którą daje wolność w Chrystusie, muszą pozwolić na to, aby dokonała się w nich śmierć tego, co ich do tej pory zniewalało. Tylko wtedy może się w nich objawić cud zmartwychwstania. Chrystus wszystkich zbawił, zatem każdy człowiek, nawet najbardziej przywiązany do grzechu, może skorzystać z Jego zbawczej mocy i uczestniczyć w wolności dzieci Bożych, do której wszyscy zostaliśmy powołani. Musimy jednak pamiętać, że wolność w Chrystusie, to nie hołdowanie ciału, ale postawa służby rodząca się na gruncie Bożej miłości.

 

ks. Jan Mikulski