zapiewajmy

wieczornica21

wsz sw    W pierwszym dniu listopada przeżywamy Uroczystość, która pozwala nam uwielbić Boga we wszystkich świętych, nie tylko w tych, którzy zostali oficjalnie przez Kościół beatyfikowani czy kanonizowani, ale i w tych, których nie ogłoszono świętymi, jednak razem z innymi uczestniczą jako zbawieni w chwale nieba. Symboliczna liczba stu czterdziestu czterech tysięcy opieczętowanych z Księgi Apokalipsy (por. Ap 7,4) oraz „wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem” (Ap 7,9), oznaczają ludzi, którzy przyszli z wielkiego ucisku i „opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7,14b). Ufamy, że w tej wielkiej liczbie zbawionych znajdują się również nasi bliscy zmarli, których znaliśmy za życia, ale uprzedzili nas w drodze do domu naszego Ojca. Uroczystość Wszystkich Świętych pomaga nam więc odkryć w tajemnicy śmierci wydarzenie radosne, chociaż połączone zawsze z odczuciem smutku i boleści z powodu odejścia tych, których kochaliśmy na ziemi. Skoro śmierć jest powrotem do domu naszego Ojca, odejście naszych bliskich nie prowadzi nas do rozpaczy, ale napełnia nasze serca nadzieją, że uczestniczą oni już w szczęściu, które zostało przygotowane dla nich w niebie.
    Bóg pragnie naszego szczęścia, zarówno w życiu ziemskim, jak i w wieczności, dlatego wskazał nam drogę, która do tego szczęścia pewnie prowadzi; jest to droga ośmiu błogosławieństw, o których Jezus Chrystus pouczył w Kazaniu na górze (por. Mt 5,3-10). Gdy świat mówi o szczęściu, najczęściej wiąże go z życiem w dostatku i z doświadczeniem czegoś, co jest łatwe i przyjemne. Kiedy wsłuchujemy się w słowa ośmiu błogosławieństw, niemal w każdym z nich dostrzegamy sytuację odwrotną. Ludzie ubodzy, smutni, cisi, spragnieni sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, wprowadzający pokój i cierpiący prześladowanie dla sprawiedliwości bardzo często nie mają tego, co sprawia przyjemność, a niejednokrotnie doznają nawet różnego rodzaju utrapień ze strony ludzi żyjących według zasad tego świata. Jak gdyby na przekór wszystkim światowym opiniom Jezus mówi, że właśnie tacy ludzie są błogosławieni, czyli szczęśliwi. Nie chce w ten sposób powiedzieć, że posiadanie dóbr materialnych czy różnego rodzaju przyjemne doznania są zawsze czymś złym i wcześniej czy później doprowadzą człowieka do nieszczęścia, ale w ośmiu błogosławieństwach pokazuje podstawową zasadę, którą można zamknąć w następującym stwierdzeniu: źródłem szczęścia jest Bóg, a nie dobra przemijające. Jeżeli ktoś pokłada ufność w tych dobrach, wcześniej czy później rozczaruje się i przekona, że one nie doprowadziły go do szczęścia. Jeżeli natomiast człowiek pokłada ufność w Bogu, to nawet gdyby był pozbawiony różnych dóbr, do których ma pełne prawo na ziemi, np. zdrowia czy dobrego imienia, może być szczęśliwy. Posiadane dobra materialne i różne miłe doznania dają nam odczucie przyjemności, ale nie potrafią nas uszczęśliwić. Jeśli ktoś swoje szczęście uzależni od dóbr przemijających, jego szczęście będzie bardzo kruche i przemijające. Jeśli jednak wejdzie w głęboką relację przyjaźni z Bogiem, odnajdzie w Nim trwałe i nieprzemijające szczęście, które nie jest uzależnione od zewnętrznych okoliczności jego życia.
    Św. Jan zachęca nas, byśmy uważniej przypatrzyli się, „jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego” (1 J 3,1). Te słowa wystarczająco tłumaczą, dlaczego światu obca jest droga ośmiu błogosławieństw. Jeżeli ktoś nie poznał Boga i nie odkrył w Nim źródła miłości i szczęścia, nie przyjmie wskazanej przez Chrystusa drogi. Świat poznał smak dóbr przemijających, dlatego te dobra proponuje ludziom. Jezus zaprasza nas do przyjaźni ze sobą, abyśmy na drodze modlitwy i przyjętych sakramentów odkryli radość bycia dziećmi Bożymi i zobaczyli różnicę pomiędzy przemijającą przyjemnością, a trwałą radością, która pojawia się tym obficiej, im bliżej Boga pozostajemy na co dzień (por. 1 J 3,2). Apostoł mówi, że każdy, „kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty” (1 J 3,3). Droga do świętości jest więc tą samą drogą, która prowadzi do szczęścia. Świat nie potrafi tego zrozumieć, dlatego tak często ucieka od świętości, bojąc się, że ona go pozbawi szczęścia. Jest akurat odwrotnie: im częściej przebywamy z Bogiem i pokładamy w Nim całą swoją ufność, tym więcej się do Niego upodabniamy i stajemy się bardziej świętymi, a co za tym idzie, bardziej szczęśliwymi.

ks Jan Mikulski